Archive for category Relacje z wyjazdów

Kolejna krucjata ku północnym krainom

Los, któren wodzi nas ścieżkami pokrętnemi, skromną mą osobę w Wikingów krainę ponownie pokierował. Tedy z kniaziem Krzysztofem, w grodzie Kraka wyprawę swą zaczęliśmy. Stalowem ptaszydłem nad wód Bałtyku niezmierzonymi odmęty przeleciawszy, srodze lotem zmęczone stworzenie pod koniec drogi zmieniając, szczęśliwie w Bergen wylądowalim. Sprawy zakonne załatwiwszy, w okolice najbliższe udać się raczylim, by piękno krainy chłonąć, a ikonografami ku potomności uwieczniać.

img_1756.jpg

Krętymi ścieżkami wiodło nas przeznaczenie, ku nieznanemu, ku tajemnicy między szczyty gór skrytej.

img_1781.jpg

Nagle droga wielkim murem się zakończywszy, finisz naszej wędrówki oznajmiła.

img_1744.jpg

Widok roztaczał się na okolicę całą, dech zapierając.

img_1779.jpg

Kilka kroków wyżej należało się udać, by skarb wielki odnaleźć.

img_1758.jpg

Mur ten ogrom kryształem skrzącej się wody ochraniał. Ręką człowieka jezioro to stworzone, otoczone pięknem i spokojem było. Wszelakie myśli o chęci powrotu w dal uleciały.

img_1723.jpg

Chęć pozostania w tym miejscu dziewiczym przełamawszy ku sadybom ludzkim wrócilim. W nagrodę zapewne, los raz jeszcze łaskawym okiem na nas wejrzał i widokiem zza reaktorowych okien tęsknotę za dziką przyrodą osłodzić pozwolił. Smok niespotykanych rozmiarów na wyciągnięcie ręki niemalże w port wpłynął. Człek przy nim niczym mrówka przy elefancie, czoła uchylić przed gabarytem należy.

img_1801.jpg

I tylko miesiąc, śmiejąc się z góry, korzystał z trzech godzin ciemności, jaka w tym czasie na kraj wikingów spada.

,

No Comments

Operacja: Argentyna

Prolog

Opancerzona limuzyna szefa operacji programistycznych na Europe i Świat sunie cicho opustoszałymi wsiami zachodniej Polski. Dyskretną melodyjką komórka doprasza się o odebranie:
- Tak?
- Jest problem z Jakubem.
- Co tym razem?
- Klient chce aby pojechał i poskręcał kilka kabli.
- No to niech jedzie.
- No tak, ale do Argentyny?

Wyjazd

Plan operacji zakłada wyjazd do Argentyny przy pomocy Francuzów, zmontowanie urządzenia i powrót w możliwie bezpieczny sposób. Przed wyjazdem spotkałem się z naszym lokalnym gadżeciarzem, w niektórych kręgach znanym także jako Leroy M., otrzymałem narzędzia wymienione w planie misji.

Podróż koleją, oraz lot na miejsce przebiegły spokojnie, jeśli spokojnym może być kilkunastogodzinny lot połączony z szumem, podskokami na wybojach. Naprawdę powinni wyrównać te chmury, widzieliście jak wyglądają od spodu? Od góry jest jeszcze gorzej, cały samolot aż podskakuje na tych dziurach.

Na miejscu głównie zajmowałem się poszukiwaniem brakujących części urządzenia, instalowaniem oprogramowaniem oraz wspomaganiem klienta w prezentacji. Niby nic wielkiego, ale mocno czasożerne, było bardzo mało czasu zobaczyć cokolwiek – no może poza krótką chwilą w niedziele, kiedy było dość czasu, żeby zobaczyć trochę jak miasto wygląda. Najsilniej nasuwa mi się porównanie do gry SimCity, kwadratowe bloki domków, autostrada przez środek miasta (wiecznie zakorkowana). Wszyscy nagminnie używają klaksonów, to tu wymyślono cukier w torebkach oraz nanosekundę.

Firma do której tam pojechałem jest drugą największą grupą medialną w Argentynie. Ma swoją własną newsową stację telewizyjną, kilka stacji radiowych oraz trochę czasopism. W niepozornym budynku pracuje kilkaset osób. Budynek z zewnątrz wygląda jak magazyn. Nie ma neonu ani żadnego napisu, tylko czasem przed budynkiem staje telewizyjny wóz transmisyjny.

Powrót

Taki sam lot, taka sama trasa tylko w drugą stronę. Pamiętam, bo kiedyś w ulicy sezamkowej mówili o tym, że jak się wraca, to się mija to samo, tylko w odwrotnej kolejności.  Na lotnisku w Warszawie służba celna próbowała dogłębnie zaznajomić się z zawartością mojej walizki. Niczym poszukiwacze zaginionej arki szukali ukrytych skrytek wewnątrz dna walizki. Może bym i ją im zostawił, tylko musiałbym rzeczy w rękach do Rzeszowa przywieźć.

,

2 Comments

Kraju Wikingów nawiedzenie

Szukając wyzwań nowych trafiłem wraz z towarzyszem moim, kniaziem Mirosławem, czas jakiś temu do kraju zamieszkiwanego przez ludzi z rogami na głowach się obnoszących. Kraina, Norwegią zwana, zaiste zacna, mieszkańcy gościnni a przydrożne gospody zapachami jadła wszelakiego do wstąpienia w ich podwoje zachęcają.

Ze stalowego ptaka wysiadłszy, odwiezieni zostaliśmy do jednej z oklicznych twierdz na wzgórzu strategicznie umieszczonych, która za dom przez dni najbliższe służyć nam miała. Tam powitanie zgotowane było, godne mężnych wojów jakich gościć dane było.

Zacne powitanie

Trudy podróży z barków otrząsnąwszy, udaliśmy się na zwiad w okolicę najbliższą aby zwyczajów miejscowych zaczerpnąć a i spichlerze na dni najbliższe zapełnić. Pierwsza nas tutaj siurpryza spotkała. Krainy jakie do tej pory odwiedzić dane mi było zacnym rycerzom pojazdy kołowe w ofercie przedstawiały. Wikingów woje, ku zaskoczeniu memu, nabywać radzi pojazdy wodę za drogę używające.

Pojazdy pływające zamiast rydwanów

Dnia pewnego zaproszenie na ucztę suto zakrapianą umyślnym przysłano. Jako że okazyj takowych opuścić nie wypada, z radością do towarzystwa dołączyć spieszyliśmy. Kolejny lokalny zwyczaj został nam przedstawiony. Przed rozpoczęciem uciech przy stołach obficie zastawionych, jest chwila na swawole innego typu przewidziana. Niczym gra wstępna z nadobną białogłową, lud zabawy szuka lokalnymi trunkami racząc podniebienia. Azali niczym dziwne przedstawienie wsytko wygląda. Dwóch mężów przedmioty do wioseł podobne szarpie oraz palcami obściska. Jeden kijami okłada pięć dziwnych talerzy, nogą przy tym tupiąc. Kolejny z nich, w przedmiot podłużny a obły ryki wydaje. Wszystko to aby w kolorowy, widoki zmieniający obraz wzrok wlepić i potwornego jazgotu całą komnatę wypełniającego słuchać. Zaiste, bez beczki chmielowego trunku uciechy z tego czerpać sił nie ma.

Tańce, hulanki, swawole...

Ekskursję po dalszej okolicy odbywszy, z Wikingami w temacie najbliższych planów się naradziwszy, wrócilim na łono kraju naszego, gdzie w spokoju wydarzenia przeszłe ku potomności spisać teraz mogę.

Wasz oddany Hrabia.

,

No Comments